Halloweenowy maraton horrorów? Naszych 13 propozycji!

~ 29 minuty czytania
30 października 2017

The Autopsy of Jane Doe

Potencjał pomysłu na film Autopsja Jane Doe nie został niestety w pełni wykorzystany. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to film dobry, w pewnych kategoriach można go rozpatrywać nawet jako bardzo dobry. Pokazał, że świeżość w horrorach jest jeszcze możliwa i tworzy rewelacyjną otoczkę, do której z pewnością chętnie wrócę.

W jednym z domostw policja znajduje trzy trupy, jednak identyfikacja zwłok jednej kobiety staje się całkowicie niemożliwa dla policji. Trudno jest jej nawet logicznie wyjaśnić jaką rolę owa kobieta odgrywała w zbrodni, czy jak się tam w ogóle pojawiła. Pozostaje więc oddać ciało do analizy koronerowi. A jest jeden, bardzo dobrze znany policji ze swojej skrupulatności, dokładności i odrzucający hipotezy skupiając się tylko na naukowo wytłumaczalnych teoriach i rozwiązaniach.

Na te półtorej godziny trwania filmu zostaniemy zamknięci w ekspresywnej, lecz klaustrofobicznej podziemnej kostnicy Tommy’ego Tilden’a – wspomnianego wcześniej zaufanego koronera współpracującego z policją (w rolę wcielił się Brian Cox, bardzo wiarygodnie odgrywając doświadczonego lekarza). W związku z rosnącym zainteresowaniem sprawą, zostaje poproszony o rozwikłanie sprawy „na wczoraj”. W sekcji, jak przy wielu innych, postanawia towarzyszyć mu syn Austin (również godnie odegrany przez Emile’a Hirsch’a). Wyczuwają oni, że czeka ich jedno z najbardziej skomplikowanych dochodzeń z jakimi mieli do czynienia.

Norweski reżyser André Øvredal oraz scenarzyści Ian B. Goldberg i Richard Naing tchnęli w gatunek coś nowego, świeżego i nietypowego. Film potrafi w pewnych momentach przestraszyć w bardzo nietuzinkowy sposób, szczególnie, że im sekcja dłużej trwa tym więcej nieoczekiwanych i niejasnych odkryć w ciele kobiety. Nie zabrakło też znanych z horrorów scen i zabiegów, jednak było to dobrze dawkowane przez co aż tak bardzo nie raziło (przynajmniej do pewnego momentu, ale o tym zaraz). Akcja rozwija się nieprędko, co jest rzadkością w ostatnich produkcjach nastawionych na osiąganie jak największego dochodu. Niemniej jednak, nie uśniemy, bo ta niespieszna akcja potrafi dostarczyć niezłych emocji i zadziwienia nie zawsze oczywistymi zabiegami twórców. Nie można tutaj nie pochwalić również Romana Osina odpowiedzialnego za zdjęcia do filmu. Są one niezwykle eleganckie, subtelnie nadając produkcji pewnej formy majestatyczności.

Niestety filmowy kunszt i racjonalizm bohaterów ginie gdzieś po trzech czwartych filmu i z poziomu niemal arcydzieła spadamy gdzieś na średnią półkę tzw. kina klasy B. Nasze postaci zaczynają cierpieć na niedobór inteligencji i rozsądku, oklepane już z każdej strony sztuczki na straszenie, których nagle zaczyna się w filmie mnożyć, w dzisiejszych czasach mogą najwyżej wywołać śmiech i zażenowanie. Nie wspomnę już o tym, że całość zaczyna przybierać bardzo niezdrowego tempa, bardzo kontrastującego z dotychczasowym rozwojem akcji.

Ach, no i należy się Oscar dla Olwen Catherine Kelly za… rolę trupa. Nawet na portalach do oceny ról aktorskich otrzymuje wynik lepszy niż średnia werdyktu, za robotę którą wykonali Brian Cox i Emile Hirsch!

Niemniej jednak film warto obejrzeć. W końcu robimy zestawienie filmów na halloweenowy wieczór ze znajomymi, a nie przegląd kina ambitnego, czyż nie? Ma być aura grozy, duchy, czarownice (szczególnie w tym filmie) i ghost story, a wszystko to w końcu musi zahaczyć o elementy kiczu.

Autopsja Jane Doe (2016)

Tytuł oryginalny: The Autopsy of Jane Doe
Scenariusz: Ian B. Goldberg, Richard Naing
Reżyseria: André Øvredal
Autor muzyki: The Newton Brothers
W rolach głównych: Emile Hirsch, Brian Cox, Olwen Catherine Kelly, Michael McElhatton
Czas trwania: 1 godzina i 26 minut



Paweł Wojciechowski
Stworzyłem ten rozgardiasz spleciony pasją do nieco bardziej analitycznego przyglądania się rzeczywistości niż tylko "scrolluj scrolluj lajk scrolluj", aby realizować swoją pewną poboczną pasjo-misję w towarzystwie ludzi, którzy czują podobną potrzebę. A ową pasjo-misją jest nienachalne przybliżanie ludziom tego, co uznaję za ciekawe: trochę ciekawostek z historii, muzyki rockowej i kanonu klasycznego; czasem przepleść może się coś całkiem oderwanego od tej planety (dosłownie), a czasem też klasyczna, przegniła popkultura, w której ostatnio dostrzegam coraz więcej piękna.
Komentarze