Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości

~ 2 minuty czytania
2 maja 2017

Kim jest Batman? Kim jest Superman? Tych dwóch superbohaterów chyba nikomu nie trzeba przedstawiać…

Pierwszy to osierocony przed laty człowiek w kostiumie przerośniętego nietoperza z fortuną na koncie, nowoczesnymi gadżetami i wiernym kamerdynerem Alfredem.

Drugi to Kryptończyk, ostatni przedstawiciel rasy, która wyginęła podczas eksplozji jej ojczystej planety Krypton. Jeszcze przed wybuchem został wysłany na Ziemię gdzie został adoptowany przez bezdzietne małżeństwo farmerów.

Obu bohaterów łączy chęć ratowania ludzkości – a co ich różni? Mówiąc wprost – Batmanowi nie podoba się to, że jakiś kosmita, który wziął się znikąd i spokojnie mógłby zgładzić całą rasę ludzką, jest uważany za bohatera. Z drugiej strony, Superman nie pochwala sposobu działania Batmana. I tym koło konfliktu się nakręca. Do zabawy postanowił dołączyć się młody biznesmen, Lex Luthor, który odmiennie do naszych bohatetów – gra w otwarte karty i nie bawi się w podwójne tożsamości.

Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości (2016)

Subiektywna opinia:
Tytuł oryginalny: Batman v Superman: Dawn of Justice
Premiera: 25 marca 2016
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: Chris Terrio, Chris Terrio
Muzyka: Hans Zimmer, Junkie XL
Obsada: Ben Affleck, Henry Cavill, Jesse Eisenberg, Gal Gadot

Ben Affleck jako Batman/Bruce Wayne wyszedł zdecydowanie dobrze. Henry Cavill wcielający się w Supermana również zasłużył na pochwałę, Jesse Eisenberg jako Lex Luthor już niekoniecznie. Prawdopodobnie nie wyszedłby tak źle, gdyby zmieniono nazwisko bohatera, którego odgrywał…

Postać sama w sobie dobra, ale jeśli porównamy ją z postacią Alexandra Luthora z komiksów czy nawet seriali animowanych opowiadających o Lidze Sprawiedliwych czy Lidze Młodych, po prostu – taki Joker, tylko w łagodniejszej oprawie. Nie, dziękuję.

W filmie przewija się niewymuszony humor, pasujący do danych postaci i w co ważniejszych kwestiach trzyma się komiksów, co jest jak najbardziej na plus.

W filmie znalazło się też kilka dziwnych sytuacji, których sens trudno było pojąć. Moment, w którym pojawia się Flash nie jest wcale oczywisty. Jestem fanką DC Comics, a Flash jest w pierwszej dziesiątce moich ulubionych herosów, jednak przez niedokładną obróbkę filmu dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że dany bohater to właśnie on. Czegoś zabrakło…

Poza tym, nim ujawniono, że tajemnicza pani, która bawiła się z Bruce’m w kotka i myszkę to Wonder Woman, obstawiałam Kobietę Kot, a nawet Talię al Ghul. Nie spodobało mi się wrzucanie urodzonych superbohaterów takich jak Wonder Woman, Cyborga i Aquamana do tego samego worka, co meta-ludzi pokroju Flasha, którzy swoje moce zdobyli poprzez jakiś wypadek.

Oglądając końcową walkę czułam niedosyt, Batman darował Supermanowi z bardzo błahego powodu. Ostatecznie film mnie jednak usatysfakcjonował i zachęcił do oczekiwania na wszystkie filmy, które DC zaplanowało dla nas na najbliższe lata.



Paulina Wojciechowska
Po pięciu latach spędzonych na wyspie, Pisanie Opowiadań, przybywam na portal Nieproszonych Gości, aby nieść swoją opinię i domniemaną wiedzę w popkulturze. Nie mam celu, poza opanowaniem internetów swoimi fanfiction. Geek, nerd, emerytowana otaku, a Marvel ssie.
Komentarze