„Český sen” i chwila refleksji nad reklamą

Zdecydowanie nie jestem ekspertką w dziedzinie reklamy. Ja to tylko, albo aż oglądam. Dosłownie wszędzie. Czasem nawet gdy jestem w domu i patrzę na moją mamę, która wyjmuje naczynia ze zmywarki albo rozwiesza pranie, myślę sobie „toż to lokowanie produktów!”. Może wpływ na to mają seriale, w których ostatnio bardziej liczy się marka podawanego z rąk do rąk telefonu, niż kwestie wypowiadane przez postaci. Rozumiem, że reklama jest ważna, a pieniądze same się nie zarobią, niestety przez to spoglądam na ludzi wokół mnie jakby byli wyjęci z reklamy.

Sprawę działania reklamy na ludzi już kawał czasu temu rozpracowali Czesi. W 2004 roku powstał film dokumentalny dwóch studentów czeskiej szkoły filmowej (FAMU), którzy rok wcześniej przeprowadzili eksperyment. Filip Remunda i Vít Klusák i wynajęta przez nich agencja reklamowa, stworzyli fikcyjny supermarket oraz misterny plan rozreklamowania go w radiu, telewizji, na billboardach.

Obietnica najniższych cen była szczytem marzeń w okresie wielkiego boom’u super i hipermarketów. Powstała tkliwa piosenka z udziałem dziecięcego chóru, ale i plakaty na ulicach głoszące wprost „nie idź tam”, „nie kupuj”. Dopiero na kilka dni przed samym otwarciem klienci dowiedzieli się, gdzie w ogóle znajduje się „český sen” – supermarket marzeń. Reklama, mimo kiczu i odstraszających haseł, zadziałała jak magnes.

Na otwarcie przybyło dwa tysiące spragnionych zakupów osób. Po ’89 supermarkety były powiewem luksusu dostępnego dla każdego. Jednak okazał się on fałszywy, bo na tłum ludzi czekało rusztowanie nakryte plandeką i rozczarowanie. Jedni odeszli z udawaną pewnością w głosie, mówiąc „wiedziałem, że to była podpucha”, inni zaś w biegu za twórcami całego zamieszania, Filipem i Vítem.

Jasne, sama też chodzę do supermarketów, ale mądrzejsza o to, żeby nie brać na poważnie wszystkiego co mi polecają. Moment refleksji przydatny kilkanaście lat temu i teraz.

 



KomentarzeWyraźcie swoje opinie i dyskutujcie!