Głusza – pięknie spaprany motyw psychologiczny w obliczu blackoutu

Blackout zamienia się w niemal post-apokaliptyczną scenerię i atmosferę. Jednak nie jest to film spod znaku Mad Maxa – walki i brutalności, ale raczej psychologicznego odsłaniania ludzkiej natury taką – jaką jest zbliżając produkcję do Drogi  na podstawie powieści Cormac’a McCarthy’ego. Z przyjemnością zatem obserwowałem jak film się rozwijał, bo takie motywy uwielbiam.

Ta specyficzna w swojej naturze apokalipsa zaczyna się niewinnie. Zaczyna brakować prądu, co dla mieszkających sióstr razem z ojcem nad odludziu w lesie wydaje się być tylko czasową przerwą. Później okazuje się, że będzie to trwało znacznie dłużej, a problemy nie pojawią się tylko z prądem, ale także z paliwem, bieżącą wodą oraz artykułami spożywczymi i codziennego użytku.

Głusza (2015)

Ocena:
Scenariusz i reżyseria: Patricia Rozema
W rolach głównych: Ellen Page, Evan Rachel Wood, Max Minghella, Callum Keith Rennie, Michael Eklund, Wendy Crewson
Muzyka: Max Richter
Zdjęcia: Daniel Grant

Jest przedstawiona w sposób bardzo intymny. Nie ujrzymy tutaj lamentów i paniki całego społeczeństwa, a cała historia będzie się skupiać na tej jednej rodzinie, a w zasadzie – samych siostrach.

Maraton nieścisłości

Niestety, będąc pełnym entuzjazmu na początku – im dłużej film oglądałem, tym bardziej się zastanawiałem czy on na niego zasługiwał. Mimo ładnych zdjęć, rewelacyjnej muzyki, ciekawego – mogłoby się wydawać – pomysłu, film wypada dość mało logicznie. Niektóre błędy, czy łatwość z jaką radzą sobie dziewczyny w tej tragicznej sytuacji razi do tego stopnia, że momentalnie człowiek przestaje analizować kolejne fakty. Po ujrzeniu niektórych perełek zaczyna się zastanawiać czy zgubił jakiś wątek czy jednak naprawdę ktoś mógł sobie pozwolić na takie niespójności.

Przede wszystkim boli tutaj sterylność – nie trzeba daleko szukać, ubrania są idealnie czyste i wyprasowane przez cały czas trwania filmu. Mieszkanie utrzymane jest w perfekcyjnej czystości i ładzie, co jest niezdrowym kontrastem do podcierania się liśćmi po załatwianiu potrzeb, czy myciu się deszczówką. Podobnie jest z podejmowanymi przez dziewczyny decyzjami – z reguły miały podkreślać ich zaradność w całej tej sytuacji, ale jak spojrzymy na to trzeźwo to niemal zawsze kiedy mają okazję podjąć decyzję, to postępują one niezbyt rozsądnie nawet jak na tak kryzysową i niecodzienną sytuację.

Pozytywne przebłyski

Niemniej jednak film ma kilka momentów, a także cech wartościowych. Wyraziście jest przedstawiony tutaj chociażby motyw gwałtu oraz wszelkie jego konsekwencje dla psychiki ofiary. Wbrew pewnym ubytkom w logice, niektóre momenty całego procesu przyspieszonego dojrzewania dziewczyn są rozegrane w sposób dość interesujący. Bardzo wiarygodnie wypada siostrzana relacja głównych bohaterek – odegranych przez Ellen Page i Evan Rachel Wood – zacieśniona przez otaczającą je rzeczywistość. Powtórzę się, ale bez wątpienia na uwagę zasługują zdjęcia i muzyka, które w dużej mierze uratowały ten film przed całkowitą klapą.

Film można w pewnym stopniu uznać za apokaliptyczny ze znaczeniem u źródła słowa apokalipsa, które pochodzi od greckiego apokalypsis („apo” – z dala od czegoś; „kalypto” – zakrywać, zasłaniać), czyli objawienie, usunięcie tego co zakryte; kim ludzie są tak naprawdę. Bo film to nie puste strzelanie do zombie, obdarte ciuchy czy smar na twarzy, z czym popkultura lubi wiązać dzieła „apokaliptyczne”, a produkcja która próbowała podjąć dość ciekawe w tym wszystkim kwestie człowieczeństwa – szkoda, że w trochę nieprzemyślany sposób.

Twórcy wpadli nawet na ciekawy pomysł przedstawienia tego typu sytuacji poprzez odwołanie do fugi dysocjacyjnej na początku filmu. Jest ona stanem natury psychologicznej wywołanej (z reguły) dotkliwą sytuacją, której towarzyszy amnezja następcza. Człowiek nagle zapomina kim był, jakie życie prowadził i zaczyna robić to w zupełnie nowy sposób – buduje sobie całkowicie nową osobowość.

Konkluzja: urocza nieudolność

Podsumowując – Patricia Rozema próbowała stworzyć ambitne kino z dominującymi motywami psychologicznymi oraz survivalowymi. I prawie by się udało, ale jednak zabrakło konfrontacji wizji twórczyni z rzeczywistością.

Wiele momentów jest zbyt „bajkowych”, żeby uznać to za film survivalowy, natomiast motywy psychologiczne – nie rozwinięte na tyle, na ile być rozwinięte mogły – raczej przypominają szkolny materiał do przedstawienia różnego rodzaju problematyki.  Jednak brakuje tutaj czegoś, co sprawiłoby że materiał byłby autentycznie ambitny.

Wbrew pozorom nie będę odradzał obejrzenia filmu, jednak z pewnością nie proponuję traktować go priorytetowo. Użyłem sformułowania pięknie spaprany motyw, bo faktycznie – wykorzystanie potencjału produkcji leży, ale jak spojrzymy na to z dystansem (a nie przez pryzmat kina realistyczno-ambitnego, którym film próbuje być), to okazuje się że cała ta nieudolność scenariusza ma pewnego rodzaju urok.Ttrudno określić go całkowitą porażką i może się okazać, że to rewelacyjny wybór na chwilę kiedy potrzebujemy swojego rodzaju „odmóżdżacza”, jednak nie upadliśmy tak nisko aby oglądać komedie ze śmiechem z puszki.



KomentarzeWyraźcie swoje opinie i dyskutujcie!

  • I to jest właśnie krytyka. Cholernie podoba mi się to jak wypowiadane są tutaj argumenty. Blog naprawdę zasługuje na brawo.