Moja mama nie chodziła do kina

Zmienia się wszystko, to oczywiste. Mijają lata, technologia się rozwija, budynki rosną coraz wyższe. Muzea prawie puste, książki kurzą się na półkach, a sale kinowe świecą pustkami. Słowem – kiedyś było lepiej. Czy aby na pewno?

Krótka historia filmu

Pierwszy kinematograf wykonany przed Thomasa Edisona

Początki kina może nie wydają się dla nas szczególnie spektakularne, bo za pierwowzór projektora można uznać opatentowany przez Edisona kinetoskop, czyli pierwsze urządzenie służące do wyświetlania ruchomych obrazów. Opatentowany, bo pierwowzór stworzył najprawdopodobniej Ottomar Anschütz, choć niektóre źródła podają, że był to Polak, Stanisław Jurkowski. Dopiero lata po jego stworzeniu, w 1895 r. pojawili się ze swoją wersją kinematografu bracia Lumière, a kilka miesięcy później po raz pierwszy w historii kina odbył się pokaz filmowy, gdzie zaprezentowano między innymi Wyjście robotników z fabryki Lumière w Lyonie i tę właśnie wersję znamy najlepiej.

Charlie Chaplin

Od tego momentu rozwój kina następował błyskawicznie. Pierwszy dynamiczny montaż zastosował Griffith w swoim linczowanym za rasistowski wydźwięk filmie Narodziny narodu. Już jedenaście lat później światło dzienne ujrzał pierwszy film ze ścieżką dźwiękową – Śpiewak jazzbandu. Był to okres, w którym zdobywać popularność zaczął sam Walt Disney. Czasy te w słodko-gorzki sposób zostały przedstawione w przezabawnej komedii Deszczowa piosenka.

Z niechęci do nowych technik znany był Charlie Chaplin, który w swoich filmach technologii dźwiękowej nie stosował, a gdy już to zrobił, rozbawił świat satyrą na współczesne wtedy czasy.

Kiedyś wcale nie było tak źle

Jedną rzecz trzeba stwierdzić głośno i wyraźnie: dostęp do filmów na przestrzeni już dwudziestu lat jest nieporównywalny. I jest to fakt, który leży u podstaw całego artykułu. Zacznijmy więc od tego, że kiedyś stworzenie filmu było ogromnym wyzwaniem, nie tylko jeśli chodzi o pieniądze, ale i o sprzęty, które były ogromne. Ujęć z samolotu w czarno-białym filmie raczej więc nie zobaczymy, nie wspominając nawet o efektach komputerowych, czyli CGI. Bilety do kina nie były co prawda drogie, ale dostępność samych sali kinowych pozostawiała naprawdę wiele do życzenia. Jeśli mieszkało się na wsi lub w niewielkiej mieścinie, filmy na dużym ekranie oglądało się, dosłownie, od święta. Szanowało się więc każdą klatkę filmu, a wyjście do kina było wielkim wydarzeniem. Przez całą resztę roku ludzie zbierali się u sąsiada, który jako jedyny w okolicy posiadał w domu telewizor i oglądali kultowe polskie seriale i wciąż te same filmy, bo zdobycie tych zagranicznych wiązało się z cudem. Poza tym, kto biegle władał wtedy językiem angielskim… Ale o naszym rodzimym kinie międzywojennym powstał oddzielny artykuł, do którego przeczytania Was zapraszam. Jestem więc przekonana, że większość waszych dziadków czy rodziców będzie te czasy wspominać bardzo dobrze.

kadr z filmu “Trędowata”

My, rozpieszczone dzieciaki

Nasze życie, jeśli mówimy o kinie, jest znacznie prostsze. Miesięcznie powstają dziesiątki filmów zarabiających miliony dolarów. I nieważne, czy mówimy o filmie dokumentalnym, czy typowo rozrywkowym gdzie fabuła schodzi na dalszy plan ustępując miejsca green screenom i wszechobecnym wybuchom.  Mamy wybór. Sami decydujemy o tym, jaki film chcemy wybrać i możemy być pewni, że zawsze znajdziemy coś nowego. Mamy prawo eksperymentować z formatami i efektami. Jednak – mimo tego wszystkiego – dalej pozostajemy wierni starej, dobrej sali kinowej. Wiedzą o tym twórcy seriali, którzy coraz częściej poszczególne odcinki przenoszą ze srebrnego ekranu na ten duży, a także serwisy VOD (przedstawienie przez Netflix filmu na festiwalu w Cannes). To prawda, zobaczenie najnowszego filmu nie wymaga od nas żadnego wysiłku. Jedynie pieniędzy, bo mówimy oczywiście o legalnej kulturze. Ale nic nie zastąpi nam sali kinowych i nieporównywalnej z niczym innym jakości obrazu. A jeśli spojrzymy na wysokie ceny biletów, a potem na pieniądze zarobione na danym filmie, zauważymy, że dalej są wśród nas ludzie, którzy kino i jego twórców szanują.

Zostaw komentarz i podaj dalej, jeśli Ci się spodobało!

Spodobał Ci się ten tekst? Coś w nim nie gra? Chętnie zobaczymy Twoją opinię i się do niej ustosunkujemy! Dla Ciebie chwila, a dla nas sygnał-motywator, że nie robimy tego tylko dla siebie!

Możesz też udostępnić tekst swoim znajomym!

Sara Zyskowska

Oddycham każdą literą książki i każdą klatką filmu.
Gdzieś pomiędzy grą na scenie i obserwacjami gwiazd piszę na blogu i wychwalam Glukhovskiego.
Lubię dyskusje, poprawną polszczyznę, sztuki walki i metal. Taką muzykę.
W kulturze szukam wielkiej prawdy o świecie i dowodu, że może on być kiedyś lepszy, w czym nie pomaga mi hurtowe czytanie fantastycznych dystopii.

Zobacz profil

Sprawdź też: