Prawda ukryta w fantastyce – Dmitry Glukhovsky

~ 4 minuty czytania
6 stycznia 2018

Literatura rosyjska ma w sobie „to coś”. Do identycznego wniosku doszli zapewne wszyscy, którzy choć raz w życiu mieli do czynienia z Dostojewskim (Zbrodnia i kara) czy Bułhakowem (Mistrz i Małgorzata). Ich najbardziej znane dzieła przeszły już do kanonu literatury światowej. Jednak podczas gdy w szkołach poznajemy dzieła poprzednich stuleci, w XXI wieku jest na wschodzie ktoś, na kogo warto zwrócić uwagę.

Fantastyka nie ma w Rosji długiej historii. Jej przedstawicieli było naprawdę niewielu. Jeśli mielibyście znać jakichkolwiek z nich, byliby to Siergiej Łukjanienko (Patrole) i nasz dzisiejszy bohater – Dmitry Glukhovsky. Urodzony w 1979 roku, już w wieku osiemnastu lat napisał pierwszą powieść. Metro 2033, pisane podczas jego drogi do szkoły, nie od razu spotkało się z aprobatą wydawnictw. Glukhovsky publikował je rozdziałami na swoim blogu, pozwalając czytelnikom wpływać na fabułę. Ostatecznie zostało wydane dopiero w roku 2005, będąc swego rodzaju eksperymentem literackim.

Trylogia Metra, a w szczególności jego pierwsza część, to koronne dzieło Glukhovskiego. Osadzona w podziemiach historia Artema, który musi przebyć długą drogę tunelami metra, pełnymi wielkich, zabójczych szczurów walczących ze sobą o dominację frakcji i potworów na zewnątrz – w świecie owładniętym postapokaliptycznymi mutacjami. Brzmi jak schematyczna opowieść każdej książki o świecie po wybuchu bomby atomowej, ale jest to tak naprawdę historia nas samych. Homo viator, dziecko, które poznaje wartość życia, różnice między ludźmi, a w końcu i samego siebie. Bo to metro staje się małym światem. Takim samym jak nasz.

„Nie wiadomo, który z nich dwóch miał rację, ale uwierzyć, że każde pytanie może mieć jedną, jedynie prawdziwą odpowiedź, Artem już nie potrafił.”

„Metro” stało się bestsellerem na skalę światową. Swego rodzaju maszynką do zarabiania pieniędzy. Nie zaprzecza temu sam autor, ale tak się złożyło, że kojarzony jest głównie ze swoją pierwszą książką – został zaszufladkowany w tym jednym uniwersum. I to Glukhovskiego boli, więc próbuje ze wszystkich sił pozbyć się tej metki. Tak właśnie w roku 2007 światu ukazuje się Czas zmierzchu. Zgoła inna od poprzedniej, ale znów fantastyczna opowieść o tłumaczu dzieła z czasów Majów, którego wydarzenia zaczynają przeplatać się ze współczesnością. Książka, której sława nie miała szans dorównać pierwszej, pozwoliła Glukhovskiemu udowodnić, że nie pozwoli się zamknąć w schematach i będzie tworzył coraz lepsze rzeczy.

Gdzieś pomiędzy nią, a dwoma ostatnimi częściami Metra, powstały dwie książki, za które najbardziej szanuję Glukhovskiego.
Każdy z nas myślał chyba o tym, jak to jest być nieśmiertelnym. Żyć w świecie, w którym nie ma chorób, a ludzie nigdy się nie starzeją. Nie musisz spać, jeść. Jesteś szczęśliwy. Ale czy na pewno?

Futu.re to właśnie książka o nieśmiertelności. Tej tylko z pozoru utopijnej.

Europa jest przeludniona. Jedynym wyjściem, by nie dopuścić do pogorszenia tego stanu jest zakaz posiadania dzieci. Kiedy obudzi się w tobie instynkt bycia rodzicem i ten zakaz złamiesz, Nieśmiertelni cię znajdą i zabiją dziecko. Jeśli jednak postanowisz, że powinno ono żyć, trzeba zneutralizować różnicę. Jednemu z rodziców wstrzykuje się wirus starości. Za dziesięć lat będziesz stary, pomarszczony, brzydki i martwy. I to jest wizja prawdziwej nieśmiertelności. Jeśli się nie podporządkujesz i nie pozwolisz propagandzie zrobić z siebie wypranego z emocji manekina, czeka cię życie pełne bólu, środków nasennych i samotności. Twoja nieśmiertelność stanie się wieczną agonią.

Ten świat ma w sobie coś z Roku 1984 Orwella i huxleyowskiej wizji przyszłości. Przyszłości, która wydaje się być przerażająco bliska i możliwa. To jedna z tych historii, po których patrzysz na świat zupełnie inaczej i zaczynasz rozumieć, że śmierć to jedyny sposób na to, by żyć.

„Otóż to! Życie! Życie, rozumiesz? A nie wegetacja. Lepiej jest potrzeć zapałkę i spłonąć, ale za to coś poczuć!”

Dmitry Glukhovsky posiada pewną cechę, którą niesamowicie u niego podziwiam. Przewija się ona w jego książkach i wypowiedziach. Jest to odwaga. Docenimy to dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że otwarcie krytykuje współczesną władzę w Rosji za pośrednictwem mediów i literatury. Pomaga ludziom otwierać oczy na rzeczywistość ryzykując wiele – biorąc pod uwagę to, skąd pochodzi.

Odważny jest szczególnie, gdy przychodzi mówić o polityce. Dla wielu Rosja to temat tabu. Dla niego codzienność. Skandale, oszustwa, propaganda. Glukhovsky wie, że o tym warto mówić. Ale jak wytłumaczyć to, co w jego ojczyźnie się dzieje? Skąd niekończący się dopływ pieniędzy? To oczywiste, pakt z diabłem. O tym, a także o kontakcie z kosmitami czy wielkim rozczarowaniu Paryżem przeczytamy w niesamowitym i surrealnym wręcz zbiorze opowiadań – Witajcie w Rosji. Sam autor mówi, że nie widzi innego wyjaśnienia polityki niż te dziwne i szalone teorie spiskowe.

Nie wszystko jednak sprowadza się do fantastyki. Czasy, w których mając w dłoni telefon obcego człowieka, można zacząć żyć jego życiem już nadeszły. Żyjemy w świecie rządzonym przez technologię, od niej jesteśmy uzależnieni. Ponieważ ta rzeczywistość jest wystarczająco szalona i przerażająca – nie musimy już niczego dodawać. I dlatego najnowsza powieść Glukhovskiego, Tekst jest powieścią realistyczną. Ilja, czyli główny bohater, wyszedł właśnie z więzienia. Wszyscy już go ocenili. Na dodatek dowiedział się, że nie żyje jego matka. Gdy wchodzi w posiadanie IPhone’a, jego życie się zmienia. Zaczyna być zupełnie innym człowiekiem. Udaje mu się to znakomicie, bo w telefonie jest przecież wszystko. Backup całej duszy. To, co początkowo miało być zemstą, zamienia się w nałóg – uzależnienie od udawania innego człowieka, bo sam  bohater nie ma nikogo, do kogo mógłby wrócić. To bardzo ponura, lecz jakże bliska wizja świata.

Niesamowite jest to, Jak bardzo zbliżamy się do czasów, które dziś nazwiemy apokalipsą i upadkiem człowieka. Glukhovsky to mimo wszystko pesymista. Co jest dobrym sygnałem dla nas, bo znaczy to, że coś jeszcze można zmienić. A wszystko zaczyna się od naszej świadomości. Od nas w ogóle. Czy coś działa na nas lepiej niż strach? I to chyba sprawia, że antyutopie mnie za razem fascynują, jak i przerażają. Glukhovsky pisze je w taki sposób, że po poznaniu zakończenia, chcemy zmienić nie tylko swoje życie, ale i cały świat. Bo świat jest zły, ale to już wiemy. Czytaliśmy przecież Orwella. Prawda?



Sara Zyskowska
Oddycham każdą literą książki i każdą klatką filmu. Gdzieś pomiędzy grą na scenie i obserwacjami gwiazd piszę na blogu i wychwalam Glukhovskiego. Lubię dyskusje, poprawną polszczyznę, sztuki walki i metal. Taką muzykę. W kulturze szukam wielkiej prawdy o świecie i dowodu, że może on być kiedyś lepszy, w czym nie pomaga mi hurtowe czytanie fantastycznych dystopii.
Komentarze