„Przecież wszyscy w domu mają tak samo” | Recenzja „Cichej nocy” Domalewskiego

~ 2 minuty czytania
24 listopada 2017

Dziś do kin oficjalnie wchodzi polski film, na który warto się w tym roku wybrać. Film, który idealnie nas podsumowuje. I w końcu film, który wcale nie jest głupią komedią, a smutnym obrazem rzeczywistości. Oto Piotr Domalewski i jego satyra na nas wszystkich, czyli „Cicha noc”.

Na festiwalu w Gdyni film praktycznie rozbił bank – Nagroda kin studyjnych, nagroda jury młodzieżowego, nagroda dziennikarzy, PFDKF, Kryształowa gwiazda Elle i najważniejsza z nich wszystkich – Złoty Lew za najlepszy film.
To nie mogło skończyć się inaczej niż ogromnym zainteresowaniem mediów i publiczności. Na premierę czekały tysiące. 

Adam, który pracuje w Holandii, przyjeżdża na Wigilię do swego rodzinnego domu. I tak, jak nikt nie spodziewał się jego obecności, tak nikt nie wie, jak wielki wpływ będzie ona miała na ich przyszłe życie.

Do seansu powinny zachęcić was już same wielkie nazwiska – Dawid Ogrodnik, czyli wielki talent młodego pokolenia, którego mogliśmy już zobaczyć w bezbłędnej „Ostatniej rodzinie” czy znanej nam dobrze „Idzie”, nagrodzony swoją drogą Złotym Lwem dla najlepszego aktora pierwszoplanowego na wspomnianym już festiwalu, Arkadiusz Jakubik – niedoceniony podczas festiwalu, choć został i zostanie nagrodzony jeszcze tyle razy, że jesteśmy to w stanie wybaczyć.  

Myślałem, że za granicą będę się wreszcie czuć człowiekiem, nie tylko Polakiem. Ale po latach dotarło do mnie, że właśnie tam jestem najbardziej Polakiem, a dopiero tu w Polsce mogę być człowiekiem.

Skoro mówimy już o aktorach, muszę koniecznie wspomnieć o scenariuszu (Piotr Domalewski). Nie pamiętam, kiedy ostatnio w kinie trafiłam na film, w którym nie usłyszałam ani jednej fałszywej nuty w głosie aktora i w samym skrypcie. Akcja rozgrywa się w przeddzień Bożego Narodzenia, a podczas przygotowań wigilijnych, których jesteśmy obserwatorami, poznamy w tej rodzinie naszą własną. Typowe dla nas problemy, słowa, myśli. Kradzież choinki z lasu (nielegalna oczywiście), wódka na stole, matka samotnie ogarniająca kolację, dom i rodzinkę jednocześnie. No i kamerka. Kamerka, którą Adam przywozi ze sobą, by nagrać wszystko dla swojego przyszłego dziecka. Nagrania te przeplatają się z tradycyjnymi scenami. Trzeba bowiem wiedzieć, że widzimy i słyszymy jedynie to, co sam bohater. Jest kilka wyjątków, jak na przykład nagrane przez jego siostrzyczkę sceny. 

I kto to będzie oglądał?Przecież każdy ma w domu tak samo!

„Cicha noc” porusza tak wiele wątków, że nie ma chyba możliwości, że nie znajdziemy tam sytuacji z naszych własnych Wigilii. Dwóch skłóconych braci, syn mieszkający za granicą, szukający godnego życia z dala od rodzinnej wsi, pijany dziadek, który oczywiście nie dożyje następnych Świąt, bita przez męża kobieta i mała dziewczynka, której pierwszy „koncert” smyczkowy przyćmiewa rodzinna kłótnia. Słowem – przerysowany, prawda, lecz jakże nasz, polski, obraz społeczeństwa. Ale nie jest to społeczeństwo z filmów Smarzowskiego. A już na pewno nie patologia z filmów Vegi. To jest odbicie tego, co jest prawdą, ale wolimy udawać, że tego nie znamy. 

Jest więc jedna rzecz, którą mogę wam z premedytacją i całkowitą odpowiedzialnością powiedzieć. Jeśli chcecie wyjść w tym miesiącu, ba! W tym roku na tylko jeden film, niech to będzie „Cicha noc”. 

Sara Zyskowska

Oddycham każdą literą książki i każdą klatką filmu.
Gdzieś pomiędzy grą na scenie i obserwacjami gwiazd piszę na blogu i wychwalam Glukhovskiego.
Lubię dyskusje, poprawną polszczyznę, sztuki walki i metal. Taką muzykę.
W kulturze szukam wielkiej prawdy o świecie i dowodu, że może on być kiedyś lepszy, w czym nie pomaga mi hurtowe czytanie fantastycznych dystopii.

Komentarze