„Pozostawić coś po sobie. To jedna z ich podstawowych potrzeb”, czyli jak Yoko Ogawa porywa swoim Muzeum Ciszy

~ 3 minuty czytania
11 grudnia 2017

Z reguły książki od wydawnictwa W.A.B. czytam z przyjemnością od pierwszej do ostatniej strony. Podobnie było z książką Yoko Ogawy zatytułowaną majestatycznie Muzeum Ciszy. Książka przyciągnęła mnie do siebie dziwną aura spomiędzy dziesiątek zalegających wrześniową porą, w jednym z namiotów z literackim kiermaszem w pewnym nadmorskim kurorcie. O autorce ani o książce nie wiedziałem absolutnie nic. Co zatem oczywiste, nie miałem zatem żadnych realnych oczekiwań od tego dzieła. No może poza mile spędzonymi chwilami w świecie wyobraźni, ale to chyba naturalne oczekiwanie od beletrystyki.

Świat wykreowany w książce jest niezwykle fascynujący. Wszystko wskazuje na to, że to nasz świat, żadna fantastyka, jednak jest tutaj coś, co pozwala poczuć pewnego rodzaju odrealnienie, smak baśni i marzenia sennego. Czas akcji jest całkiem nie do wychwycenia. Wszystko dzieje się jednak gdzieś na prowincji w Japonii, o czym może świadczyć osobliwe niekiedy zachowanie naszego głównego bohatera, które wynika z japońskich obyczajów i tamtejszego dobrego wychowania, co czasem tłumaczy na kochany przyp. red.

Głównym bohaterem jest Kustosz, jego imię nie jest sprecyzowane. Żadne imię nie jest tutaj sprecyzowane – poza nim przez pierwszy plan przewinie nam się po prostu Ogrodnik, Żona ogrodnika, dziewczynka oraz tysiąckroć przywoływana Starucha. To niesprecyzowanie potęguje urok, o którym wspomniałem w pierwszym akapicie. Książka ma rewelacyjny sposób narracji – jest to narracja pierwszoosobowa, podmiotem jej jest zaś wspomniany muzealnik. Daje to uczucie kameralności, intymności – jakbyśmy siedzieli z nim w przytulnym pokoju, a on opowiadałby nam swoją niebywałą historię.

Tak, ta historia jest niecodzienna i niewiarygodna! Przy tym wciągająca i porywająca. Zadaniem młodego kustosza będzie stworzenie muzeum z kolekcji niepospolitej – będą to przedmioty codziennego użytku ludzi z miasteczka (a użytek ten bywał niepospolity, bo wśród rekwizytów znajdzie się m.in. spirala domaciczna lokalnej prostytutki, nie wspominając już o farbach, które zapisały się w historii jako ostatni posiłek pewnej malarki). Gdyby tutaj chodziło tylko o skatalogowanie i zabezpieczenie tych przedmiotów… Będzie on również zobligowany do pozyskiwania nowych eksponatów do poszerzenia kolekcji z domostw ludzi, po których przyszła śmierć, nie zawsze naturalna. I nie może to być byle jaki przedmiot, to musi być najbardziej osobisty z możliwych!

Historia obejmuje niewielką ilość osób, dzięki czemu możemy bardzo dobrze poznać ich charaktery i usposobienie. A są to postaci, mimo że nienazwane, bardzo specyficzne i barwne aczkolwiek trochę tajemnicze. Opowieść powiewa chłodem, tajemnicą, a czasami grozą. Rozwija się swoim niespiesznym tempem. Pełna jest też ukradkowych symboli, przez które przebija się czasem bardzo wyważony humor, a gdzieś w trakcie przekonamy się, że to wcale nie muzeum będzie największym nauczycielem ciszy, a pewna tajemnicza świątynia i jej osobliwi mnisi.

Pozycja magiczna. Obudziła ona we mnie potrzebę na literaturę piękną, która na długo była uśpiona. Nic co ruszałem od czasu przeczytania Drogi Cormac’a McCarthy’ego nie było w stanie się z nią równać i odpuszczałem po ¾ książki. A to bardzo dobrze, bo literatura faktu na dłuższą metę męczy. Pozycja pokazuje, jak dobrym warsztatem literackim dysponuje pani Ogawa, gdyż napisana jest w sposób niezwykle zwiewny i przyjemny. Gratulacje należą się również Annie Horikoshi za znakomite tłumaczenie!

Yoko Ogawa - Muzeum ciszy (2012)

Muzeum Ciszy (2012)

Ocena:
Tytuł oryginalny: Chinmoku Hakubutsukan
Autor: Yoko Ogawa
Wydawca: W.A.B. (Seria z miotłą)
ISBN: 978-83-7747-635-2
Ilość stron: 296
Pierwsze wydanie: styczeń 2012



Paweł Wojciechowski
Stworzyłem ten rozgardiasz spleciony pasją do nieco bardziej analitycznego przyglądania się rzeczywistości niż tylko "scrolluj scrolluj lajk scrolluj", aby realizować swoją pewną poboczną pasjo-misję w towarzystwie ludzi, którzy czują podobną potrzebę. A ową pasjo-misją jest nienachalne przybliżanie ludziom tego, co uznaję za ciekawe: trochę ciekawostek z historii, muzyki rockowej i kanonu klasycznego; czasem przepleść może się coś całkiem oderwanego od tej planety (dosłownie), a czasem też klasyczna, przegniła popkultura, w której ostatnio dostrzegam coraz więcej piękna.
Komentarze