Intruz – nowe oblicze dystopii

~ 3 minuty czytania
2 maja 2017

Po zupełnej katastrofie, jaką okazał się Zmierzch oraz kolejne części tej – pożal się Boże – sagi, wielu ludzi zapewne postanowiło trzymać się od twórczości Stephanie Meyer z daleka. Może ciężko w to uwierzyć po tym, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku perypetii nastolatki i wampirów, jednak autorka ma na swoim koncie wspaniałą powieść, którą ja przeczytałam z zapartym tchem wiele razy i zawsze zachwycała mnie tak samo. Panie i panowie – Intruz!

Intruz (2008)

Autor: Stephanie Meyer
Tytuł oryginalny: The Host
Data premiery: 6 V 2008
Wydawca: Little, Brown & Company
Gatunek: science fiction/romans
ISBN: 978-83-271-5038-7
Subiektywna ocena:

Apokalipsa niepospolita

Nowoczesne technologie, lekarstwa zwalczające każdą dolegliwość w mgnieniu oka, wszechobecna życzliwość oraz brak bezrobocia, morderstw, katastrof ekologicznych, kradzieży, gwałtów i innych tragedii, jakie znane są nam z życia codziennego. Ten opis nie za bardzo pasuje do apokalipsy, która jednak panuje na Ziemi… I to nie jest już nasza Ziemia, ludzie są tu gatunkiem zagrożonym wyginięciem. Zostaliśmy po cichu osiedleni przez tajemniczych najeźdźców z kosmosu zwanych Duszami. Bezszelestnie, bezkrwawo – przejmują ciała nasze i ciała naszych bliskich. Zaczynają prowadzić nasze życie, a nas już nie ma.

Co się stanie, jeśli jednak nie znikniemy?

Historia napisana jest w narracji pierwszoosobowej, co znacznie ułatwia zżycie się z główną bohaterką (bohaterkami) jaką są Dusza Wagabunda oraz człowiek Melanie. Tej drugiej nie widzi się za bardzo opuszczenie swojej głowy i oddanie wspomnień intruzowi, należy ona bowiem do nielicznej grupki ludzi, którzy wiele lat chowali się przez inwazją i byli w pełni świadomi tego, co się dzieje. Mimo burzliwych początków, kłótni i wrogiego nastawienia, z czasem między dziewczynami tworzy się międzygatunkowa przyjaźń i uciekają wspólnie z przesadnie uporządkowanego miasta, na dziką, nieznaną pustynię w poszukiwaniu bliskich Mel.

Niestety, przeprawa przez pustynie nie okazuje się tutaj największą próbą wytrzymałości i odwagi. Sprytnie ukryta w jaskiniach garstka ludzkich uciekinierów nie potrafi uwierzyć, że przybyła do nich postać nie ma złych zamiarów. Srebrne oczy wyraźnie oznaczają wszczepionego intruza, nawet jeśli reszta ciała należy do ich dziewczyny, siostry czy bratanicy. Nie można temu ufać. Melanie czuje się winna, że wyrwała Wagabundę z jej idealnego świata do miejsca, gdzie uważana jest za wroga. Wagabunda czuje cierpienie Mel spowodowane bliskością ukochanych osób, którzy nie potrafią jej dostrzec. Więzi bohaterek stają się tym jeszcze silniejsze.

Nietypowa wizja autorki odnośnie apokalipsy oraz sytuacja ocalałych resztek ludzi, przypominała mi trochę historie znane z II Wojny Światowej. Mimo tego, że nie ma trupów i ulic płynących krwią, zasada jest ta sama – albo się dobrze ukryjesz i nauczysz żyć w takich warunkach, albo cię złapią i umrzesz. Życie w ciągłym stresie, wśród podejrzeń, obaw i braku pewności, czy nadejdzie dla nas jutro.

Miłość nie jedno ma imię

Chyba najpiękniejsze w tej książce jest ukazanie tylu twarzy miłości. Nie skupia się na typowo romantycznym jej rozumieniu, ale ukazuje ją w empatii międzyludzkiej, więzach rodzinnych i niesamowitej przyjaźni. Pokazuje, że można kochać z wykluczeniem wszelkich fizycznych pożądań. Poszukiwane są też odpowiedzi na pytania, kim jest człowiek i czy to określenie pasuje bardziej do obelgi czy komplementu. Dodatkowo wspomniana wcześniej narracja pierwszoosobowa i bogate opisy uczuć bohaterek czynią z nas niemalże trzeciego lokatora ich głowy oraz uczestnika wszystkich zdarzeń.

Rehabilitacja Stephanie Meyer

Intruz według mnie rozgrzeszył panią Meyer za jej poprzednią wpadkę książkową. Autorka pokazuje, że potrafi wykreować postaci, które nie są mdłe, a stworzyć piękne historie miłosne oraz ciekawą akcję. Może to wynikać też z faktu, iż Intruz w przeciwieństwie do Zmierzchu był pisany z myślą o dorosłych czytelnikach, a nie nastolatkach, które można nakarmić każdą tandetą. A propos, nigdy, przenigdy nie oglądajcie kinowej wersji Intruza – zrobiono z tego jeszcze większe dno, niż ze Zmierzchu i przerobiono na tanie, bezbarwne romansidło. Z całego serca polecam jednak sięgnąć po książkę i spróbować odkryć inne oblicze Stephanie Meyer.



Natalia Rodziewicz
Pisać lubi, ale nie o sobie. Działalność przy NG jest dla niej przede wszystkim odskocznią od szarości dnia codziennego i próbą robienia więcej, niż społeczeństwo oczekuje. PITCA4LIFE, LIFE4PITCA.
Komentarze