Hand. Cannot. Erase. – opowieść o przykrej rzeczywistości XXI wieku

~ 2 minuty czytania
2 maja 2017

Zapewne wielu bardziej lub mniej zawziętych słuchaczy progresywnego rocka oraz fanów wszelakich muzycznych eksperymentów, kojarzy postać Stevena Wilsona. Ten Brytyjczyk ma na swoim koncie wiele muzycznych sukcesów.

Swego czasu największą sławę przyniosły mu różne projekty muzyczne, szczególnie Porcupine Tree, który był połączeniem pracy Wilsona, Richarda Barbieria, Colina Edwina Chrisa Maitlanda (później zastąpionego przez Gavina Harrisona). Obecnie dużo działa wraz z zespołem Blackfield.

Jednak Wilson ostatnimi czasy skupia się też sporo na karierze solowej i idzie mu to świetnie, co udowodnił po raz kolejny w 2015 roku wydaniem albumu Hand.Cannot.Erase.

Hand. Cannot. Erase. (2015)

Wytwórnia: Kscope Music
Producent: Steven Wilson
Data premiery: 27 II 2015
Czas trwania: 65:44
Tracklista: 1. First Regret/ 2. 3 Years Older/ 3. Hand Cannot Erase/ 4. Perfect Life/ 5. Routine/ 6. Home Invasion/ 7. Regret #9/ 8. Transience/ 9. Ancestral/ 10. Happy Returns/ 11. Ascedant Here On…
Gatunek: Rock progresywny, rock elektroniczny
Subiektywna ocena:

Ci, którzy zachwycali się jego poprzednimi produkcjami, tym razem również nie będą zawiedzeni. Mamy tu do czynienia zarówno z delikatnym i melodyjnym brzmieniem, które zapewne poruszy dogłębnie nawet tych najbardziej gruboskórnych, poprzez te idealne do muzycznych podróży przez kosmos, aż po mocniejsze i odważniejsze dźwięki.

Tak naprawdę każdy z utworów jest swoistą mieszanką przeróżnych typów dźwięków i emocji, które mimo kontrastów, idealnie współgrają ze sobą tworząc niebanalną całość. Obok znajomego, chłodnego wolaku Wilsona, album oferuje też przyjemną dla ucha, miękka melorecytacje pani Katherine Begley (Perfect Life) oraz idealnie wpasowujący się śpiew Ninet Tayeb (Routine i Ascendant Here On…). Innymi słowy – dla każdego coś dobrego!

Warto wspomnieć o historii, która w dużej mierze zainspirowała Wilsona przy pracy nad tym albumem. Około 10 lat temu, w Londynie znaleziono martwą Joyce Carol Vincent w jej mieszkaniu. Niby nic niezwykłego, jednak ciało było tam od 3 lat i nikt tego nie zauważył, nikt się tym nie zainteresował.

Co więcej, nie była to samotna staruszka, o której nikt nie pamięta od dawna, tylko młoda, atrakcyjna kobieta, mająca pracę, wielu przyjaciół i rodzinę. Steven, podobnie jak wielu Londyńczyków, był dość zszokowany słysząc o tym zdarzeniu, jednak jak wyznaje w jednym z wywiadów – potrafi zrozumieć jak do tego doszło.

Zdradza, że sam podczas dwudziestoletniego mieszkania w Londynie nigdy nie wiedział nic o swoich sąsiadach, podobnie jak oni o nim – nawet nie znali swoich imion. Wilson uważa, że historia Joyce Carol Vincent jest poniekąd symbolem życia w wielkim mieście w XXI wieku, czasach internetu i technologii, która z założenia miała nas do siebie wzajemnie zbliżać, jednak do tej pory działa zupełnie odwrotnie.

Od samego początku album zajmuje wysokie miejsca list przebojów (między innymi sam szczyt na liście UK Rock Albums) na całym świecie oraz zbiera pochwały i najwyższe noty od nawet bardzo wybrednych krytyków. Wilson po prostu należy do ludzi, którym porażka najwidoczniej nie jest pisana.

Natalia Rodziewicz

Pisać lubi, ale nie o sobie. Działalność przy NG jest dla niej przede wszystkim odskocznią od szarości dnia codziennego i próbą robienia więcej, niż społeczeństwo oczekuje. PITCA4LIFE, LIFE4PITCA.

Komentarze