The Last Farm. Krótka opowieść o miłości absolutnej w mroźnej krainie

~ 2 minuty czytania
2 maja 2017

The Last Farm to film krótkometrażowy, z którego wylewa się niezwykłe piękno islandzkich, górskich krajobrazów. Pociąga w nim właśnie surowość z jaką pokazana jest natura, a w tym i ludzkie uczucia. Krótki, poniekąd o błahej fabule, jednak zapadający w pamięć dzięki swojemu unikalnemu urokowi i naturalności.

The Last Farm (2004)

Subiektywna ocena:
Tytuł oryginalny: Síðasti bærinn
Premiera: październik 2004
Scenariusz i reżyseria: Rúnar Rúnarsson
Muzyka: Kjartan Sveinsson
Zdjęcia: G. Magni Ágústsson
W rolach głównych: Jon Sigurbjornsson, Sigurður Skúlason, Krisjana Vagnsdottir, Ólafía Hrönn Jónsdóttir

Za reżyserię i scenariusz odpowiada młody, islandzki twórca Runar Runarsson. Choć jego twórczość sięga późnych lat 90., to dopiero Ostatnia farma z 2004 r. zaowocowała popularnością oraz uznaniem w branży filmowej. Produkcja została nominowana między innymi do Oscara w kategorii „najlepszy film krótkometrażowy”. Producentem jest Thor Sigurjónsson, pojawiający się dość często przy nietypowych skandynawskich produkcjach – współtworzył chociażby Vallhala Rising. Genialną ścieżkę dźwiękową przygotował nam Kjartan „Kjarri” Sveinsson, będący byłym klawiszowcem zespołu Sigur Rós – kolejnej perły z malowniczej wyspy.

A jak wygląda historia przedstawiona w samym filmie? Co w nim najlepsze – wiele nam nie narzuca. Pokazuje nam surowe piękno krajobrazu Islandii, a także równie chłodne oblicze samotności; ciężką pracę jednego człowieka, który przygotowuje się nią do czegoś, czego nikt się nie spodziewa; oddanej miłości oraz przywiązania do swojego sposobu życia i desperackim akcie w obliczu ich utracenia. Nasz główny bohater, w podeszłym już wieku, jest usilnie przekonywany przez swoją córkę, że szykowanie domu na nadchodzącą zimę jest bezsensowne i wraz ze swoją małżonką powinien przenieść się do domu starców. On jednak wie więcej od nich i nie przerywa swoich przygotowań… W tej roli pojawia się Jón Sigurbjörnsson, którego autentyzm jako tej postaci jest powalający. Jeśli nawet fabuła zdaje się zbyt oklepana (zapewniam jednak, że jest „mało filmowo” przedstawiona), to na pewno warto spróbować dla samych zdjęć – Magni Ágústsson potrafi wykorzystać kamerę do uwiecznienia tego piękna, jakie zaoferował kraj produkcji.

Ten film nie trwa nawet 20. minut. Potrafi jednak pokazać i przekazać znacznie więcej niż niejedna pełnometrażowa, z obszernym budżetem i listą znanych twórców produkcja. Warto to sprawdzić, bo ten obraz może utkwić w pamięci na długo.

Obecnie film można obejrzeć za darmo na YouTubie na kanale ZikZak Filmworks.

Paweł Wojciechowski

Stworzyłem ten rozgardiasz spleciony pasją do nieco bardziej analitycznego przyglądania się rzeczywistości niż tylko „scrolluj scrolluj lajk scrolluj”, aby realizować swoją pewną poboczną pasjo-misję w towarzystwie ludzi, którzy czują podobną potrzebę.

A ową pasjo-misją jest nienachalne przybliżanie ludziom tego, co uznaję za ciekawe: trochę ciekawostek z historii, muzyki rockowej i kanonu klasycznego; czasem przepleść może się coś całkiem oderwanego od tej planety (dosłownie), a czasem też klasyczna, przegniła popkultura, w której ostatnio dostrzegam coraz więcej piękna.

Komentarze