The Maker: motyw vanitas w krótkiej i intrygującej formie

~ 2 minuty czytania
2 maja 2017

Australijski Zealous Creative miał już szansę zaintrygować mnie swoją animowaną krótkometrażówką Zero z 2010 roku. Podobnie jak poprzednia produkcja, The Maker bazuje na nieco truistycznym temacie, jednak uniwersalnym i ponadczasowym. Jest o połowę krótszy, jednak stokroć bardziej magiczny i urzekający od swojego poprzednika.

The Maker (2011)

Subiektywna ocena:

Pomysł: Christopher Kezelos, Ziad Jamal
Scenariusz i reżyseria: Christopher Kezelos
Operator: Matthew Horrex
Muzyka: Paul Halley

Piękno i magia animacji poklatkowej

Obraz jest przepełniony niesamowitym klimatem, który buduje wpływ klasycznych wzorców – zarówno w scenografii, jak i muzyce. Warto zauważyć, że twór jest niemal pozbawiony techniki CGI (Computer Generated Imagery) – kukiełki, a także otoczenie zostały przygotowane ręcznie. Mamy tutaj do czynienia z prawdziwym arcydziełem animacji tradycyjnej.

Historia przedstawiona w tych zaledwie pięciu minutach nie jest zbyt wyszukana, jednak przez całą formę przedstawienia wpływa na emocje, nie brak chęci do refleksji. Spotkamy się tutaj ze stworkiem o specyficznej urodzie, któremu najbliżej do królika. Nieco zmieszany, nie do końca orientujący się w tym co go otacza. Trochę jak my. Zarówno przy tym filmie, jak i w kontekście całego życia i jego sensu.

Marność nad marnościami i życiodajna sztuka?

Film jest pełen tajemnic, odwołań i detali. Fabuła i historia nie pozostawia zbyt wielkiego pola do próby interpretacji dzieła, bo zdecydowanie wszystko kręci się wokół marności i kruchości egzystencji. Jedyne rozszerzenie morału powtórzenia klasycznego wzorca marność nad marnościami to istota muzyki, ale też ogólnie sztuki.

Cała scenografia, jak i same postaci są wypełnione tzw. „efami” – charakterystycznymi elementami wszystkich instrumentów strunowych takich jak wiolonczela, skrzypce czy altówka. Żeby dokończyć swoje dzieło poprzez ożywienie swojej następczyni nasz główny bohater musiał zagrać na skrzypcach – może autorzy chcieli przypomnieć nam jak ważna jest muzyka w świecie i życiu każdego z nas?

Sama ścieżka w krótkometrażówce jest pierwszej klasy – żywiołowa, surowa, podkreślająca temat produkcji, a przede wszystkim wyraźnie odwołująca się do najlepszych muzycznych wzorców.

W przeciwieństwie do Zero – brak tu jakiejkolwiek narracji, co przy takim przekazie jest zdecydowanym plusem. Przy opowieści o tragicznych kłębkach można było poczuć się jak idiota – lektor opowiadał nam to co dzieje się na ekranie jak osobom niecałkowicie rozwiniętym emocjonalnie.

The Maker nie zmienia nic w kanonie filmu. Nie oferuje zawrotnej fabuły. Pokazuje natomiast, że gdy ma się pasję można stworzyć coś naprawdę cudownego. Daje wzór do naśladowania dla twórców w zakresie dbałości o dopracowanie estetyki dzieła. Krócej mówiąc – produkcja nie jest rewolucyjna, ale zdecydowanie najwyższej jakości i warto poświęcić jej te kilka minut.

Oficjalna strona www filmu: www.themakerfilm.com



Paweł Wojciechowski
Stworzyłem ten rozgardiasz spleciony pasją do nieco bardziej analitycznego przyglądania się rzeczywistości niż tylko "scrolluj scrolluj lajk scrolluj", aby realizować swoją pewną poboczną pasjo-misję w towarzystwie ludzi, którzy czują podobną potrzebę. A ową pasjo-misją jest nienachalne przybliżanie ludziom tego, co uznaję za ciekawe: trochę ciekawostek z historii, muzyki rockowej i kanonu klasycznego; czasem przepleść może się coś całkiem oderwanego od tej planety (dosłownie), a czasem też klasyczna, przegniła popkultura, w której ostatnio dostrzegam coraz więcej piękna.
Komentarze