To Be Kind – recenzja Trzynastu Powodów

Trzynaście Powodów, ostatnia Teen Drama Netflixa, odniosła sukces finansowy, a platforma już zapowiedziała drugi sezon serialu.  Produkcja miała dość ciepłe przyjęcie i otrzymała mnóstwo pozytywnych ocen, osiągając notę 86% w serwisie Rotten Tomatoes. Na wstępie ostrzegam, że ta recenzja nie należy do tych przychylniejszych, bo choć serial porusza kilka ważnych problemów, zbyt często cierpi od słabego wykonania. Nie mogło się też obyć bez lekkich spoilerów i te, choć ograniczone do minimum potrzebnego mi do formułowania argumentów, występują w tekście. Jeśli więc jesteś osobą, która nie lubi gdy jakiekolwiek elementy fabuły są jej zdradzane, wróć do tekstu po obejrzeniu serialu.

Przyznaję się też, że książki, na której serial jest oparty, nie czytałem. Obecnie nawet nie zamierzam. Recenzuję tu wyłącznie serial i nie mam pojęcia jak oddaje on książkę. Dużego znaczenia też to nie ma.

Dla osób, które nie wiedzą, Trzynaście Powodów opowiada historię Hanny Baker, amerykańskiej nastolatki, która popełniła samobójstwo. Przed śmiercią zostawiła ona trzynaście kaset magnetofonowych, każda z powodem jej śmierci, każdy powód związany z konkretną osobą. Nagrania mają trafić to każdej osoby odpowiedzialnej za śmierć dziewczyny, a te zdecydować co się z nimi stanie. Każdy z adresatów dostaje instrukcję, która jasno mówi, że pewna postać posiada drugi zestaw kaset, który zostanie upubliczniony jeśli nagrania nie trafią do wszystkich zamierzonych słuchaczy. Retrospekcje, będące oddaniem nagrań, tworzą tu sporą część historii.

Oprócz wątku przeszłego, mamy tu też teraźniejszy, gdzie narracja prowadzona jest z perspektywy Clay’a, przyjaciela Hanny. Chłopak jest osobą, której los przyjaciółki bardzo obchodził i nie wie, czemu nagrania trafiły również do niego.

Zarys fabuły brzmi z jednej strony intrygująco, ale z drugiej zapowiada kolejny przeciętny dramat o nastolatkach. Muszę przyznać, że momentami serial mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Minusy jednak przeważyły.

Hannah

Jednym z moich głównych zarzutów jest nierówność całości. Serial zaczyna się dobrze, atmosferą obiecując tajemnicę, której ostatecznie nie ma. Wszystko przestaje również po pierwszych dwóch odcinkach ciekawić, a do dobrej formy wraca dopiero pod koniec. Reszta produkcji jest trudna do wytrzymania. Formuła trzynastu godzinnych odcinków jest tu zachowana widocznie tylko po to, by móc robić żarty jak to zmarnowało się trzynaście godzin na trzynastu odcinkach Trzynastu Powodów, bo skrócenie całości o jakieś pięć razy wyszłoby tylko na dobre. Czasami czułem się wodzony za rączkę jak w tanich grach detektywistycznych. Autorzy dawali jakąś prostą ideę, która utrzymywała się przez parę scen, by upewnić się, że ta na pewno do nas dotarła.

Nie mówię, że w środkowej części serialu nie ma zupełnie nic godnego uwagi, bo jest tu pełno scen, które naprawdę dobrze oddają poważniejsze problemy nastolatków. Między innymi one sprawiają, że serial ogląda się trudno. Było tu dużo wywlekania bolesnych dla mnie wspomnień. Ukazanie tu takich rzeczy jak zrywanie pustych plakatów antysamobójczych po odebraniu sobie życia przez przyjaciela, agresja seksualna, czy problemy emocjonalne spowodowane przez skomplikowanie relacji międzyludzkich są tu ukazane dobrze. Na tyle dobrze, że oglądanie ich staje się czasami mocno niekomfortowe, szczególnie dla ludzi, którzy doświadczyli podobnych problemów w młodości.

Jedną z głównych kontrowersji wokół dramatu były właśnie zarzuty, iż ten może być niebezpieczny dla widzów, którzy doświadczyli molestowania seksualnego czy próby samobójstwa. Nie uważam tego za wadę, ale jeśli jesteście mocno podatni na te czynniki, to przy oglądaniu Trzynastu Powodów lepiej zachować ostrożność. Kinematografia ma jednak uwalniać w ludziach emocje, a nie być tylko przyjemną rzeczą do obejrzenia w niedzielne popołudnie. Dyskomfort jest tu jak najbardziej na miejscu, szczególnie w produkcji, która próbuje przybliżyć widzom nastoletnie problemy. Poziom dyskomfortu może nigdy nie dochodzi do „Von Trier’owskich” poziomów, ale oddanie danych sytuacji jest tu zadziwiająco dobre.

Mimo tak dobrego oddania nastoletnich problemów seria nie potrafi utrzymać tego poziomu, oddając podstawowe relacje. Są one sztuczne, a widz jest skazany na odczuwalne z ich strony ciągłe zażenowanie. Czasami nie można wyjść z wrażenia oglądania jednego z niezbyt dobrze zrealizowanych, edukacyjnych filmów puszczanych w liceach. Filmów robionych, by powstrzymać młodzież przed narkotykami, samobójstwem itp., robiona jednak przez ludzi, którzy zupełnie nie rozumieją młodzieży. Zdarzyło Wam się śmiać z nieporadności tego typu filmów? Jeśli tak, to tu będziecie mieli podobnie. Jest tu mnóstwo do bólu żenujących oraz niezamierzenie śmiesznych momentów. Również jak w tego typu filmach przesłanie, które ma wynieść z produkcji młodzież, jest skrajnie trywialne. Akurat tutaj jest to skłanianie nastolatków do bycia miłym dla innych.

Do muzycznej strony serialu również posiadam mieszane uczucia. Rozpoczyna dobrze, bo kultowym utworem Love Will Tear Us Apart post-punkowej grupy Joy Divisiona w odcinkach pojawia się też The Cure, Ultravox czy The KillsNie przeszkadza to jednak twórcom w zmieszaniu tych artystów z Seleną Gomez (która jest zresztą producentem serialu) i niezbyt dobrym emo-rockiem.  Argument, że nastolatki nie słuchają zbyt dobrej muzyki, niczego tu nie usprawiedliwia. Równie dobrze można powiedzieć, że nie oglądają dobrego kina i przestać się starać, co twórcy w pewnym momencie chyba zresztą zrobili. Dobry emo-rock pasujący stylistycznie do serialu istnieje i jego wykorzystanie byłoby jak najbardziej wskazane.

Can I Play You A Tape

Wybranie Joy Division na utwór otwierający Trzynaście Powodów jest zresztą ciekawym wyborem, zwłaszcza gdy dołożymy do tego resztę muzyki z lat 80′ zawartej w serialu. Oglądając, już od początku nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w kwestiach artystycznych strategią twórców na poradzenie sobie w „telewizyjnym wyścigu” jest trzymanie się w tunelu aerodynamicznym za Stranger Things, jednym z poprzednich hitów Netflixa. Mamy tutaj nawet Atmosphere, ale już w wersji Codeine, a nie Joy Division, by podobieństw między serialami nie było za dużo.

Z żadnym elementem serialu nie mam jednak takiego problemu, jak z jego moralną stroną. Nie wszystkie osoby umieszczone na taśmie zrobiły w stosunku do Hanny rzecz na tyle karygodną, by winić ich za swoją śmierć. Czasami sama zdaje sobie z tego sprawę, czasami nie. Nastolatka wini tu ludzi za wyjście z pokoju, kiedy ta kazała im to zrobić, krzycząc. Wini ich, bo nie domyślają się, co przeżywa, mimo że wyśmiewała pomysł otwartego przedstawiania problemów. Zdarza się, że obwiniane postacie są na tyle niewinne, że samo wywoływanie w nich poczucia winy, mówiąc, że przyczynili się do samobójstwa bohaterki, jest stanowczo gorsze niż ich uczynki. Narracja nie jest jednak prowadzona w sposób jakkolwiek kwestionujący uczynki Hanny, jedynie obarcza za wszystko pozostałe postacie.

Moralność widzów jest tu również stale manipulowana przez scenarzystów. Jedyne osoby, które oskarżają Hannę o przesadzenie czy kłamstwa są przedstawione jako wcielenie zła. Samo kwestionowanie kaset następuje tu czasami po tym, jak robiące to postacie mówią o łamaniu innym nóg. Jasno daje to do zrozumienia, że serial wspiera stanowisko Hanny, co takie dobre nie jest. Sama Hannah prowadzi tu narrację sprawiającą i czasami sprawia wrażenie wszechwiedzącej. Morał każdego odcinka również wychodzi z jej ust. Fabuła za wszelką cenę stara się nas odsunąć od uważania, że postać sama zawiniła, oraz zupełnie potępia takie stanowisko.

Rozumiałbym argument, że część osób została umieszczona na nagraniach, nie z powodu faktycznie karygodnego czynu, ale by ukazać ciąg przyczynowo-skutkowy. Hannah wyjaśnia dokładnie, jak jedno wydarzenie spowodowało łańcuch innych, co doprowadziło do przedostatniego, najgorszego (i bardzo przewidywalnego) powodu. W jedynym z odcinków nawet wspomina o „efekcie motyla”, upierając się, że to co ją spotkało, jest przykładem tego zjawiska.

Jednak cały ciąg zawala się w jednym z ostatnich epizodów. Nie zdradzę zbyt dużo, jeżeli powiem, że głównym powodem odebrania sobie życia przez bohaterkę jest dokonany na niej gwałt. Jest to bardzo przewidywalne wydarzenie, tym bardziej że na początku epizodu zobaczycie napis ostrzegający o drastycznych scenach gwałtu i seksualnej przemocy. Po obejrzeniu odcinka łatwo dojść do wniosku, że gwałciciel jest jedyną osobą, która naprawdę zasługuje na karę. Hannah jednak chce obarczyć winą osoby, które przyczyniły się do incydentu.

Tylko że nikt poza sprawcą nie przyczynił się do niego tak bardzo, jak sama Hannah. Moim zdaniem, jeśli byliśmy świadkami gwałtu, to warto unikać sprawcy za wszelką cenę. Na pewno nie wybierać się do domu tej osoby, rozbierać się i wchodzić do jego jacuzzi, co robi nastolatka. Pewnie czytając to, chcecie powiedzieć, że zachowanie Hanny nie usprawiedliwia incydentu. Oczywiście, że nie. Nic tego nie usprawiedliwia. Nic nie usprawiedliwia też zrzucania odpowiedzialności na innych, często dotkliwie ich przez to raniąc.

Oprócz skrajnie złych momentów mamy tu też te świetne, a żaden nie zasługuje na pochwałę jak sekwencja samej śmierci bohaterki. Jest to na pewno jedna z najlepszych scen samobójstwa, jakie miałem okazję podziwiać na ekranie. Nie znaczy to, że scena jest jakkolwiek przyjemna. Wręcz przeciwnie, scena jest bolesna, trudna do oglądania i absolutnie dewastująca. Nie mogłem przestać się trząść przez kilka minut po jej obejrzeniu. Uwielbiam, gdy kinematografia to ze mną robi.

Trzynaście Powodów

Subiektywna ocena:

Tytuł oryginalny: 13 Reasons Why
Twórca: Brian Yorkey
Obsada: Dylan Minnette, Katherine Langford, Kate Walsh
Premiera: 31 marzec 2017

Trzynaście Powodów jest więc przeciętnym młodzieżowym dramatem, który waha się między dobrym a złym wykonaniem. Wiadomości, które można wyciągnąć z serialu, nie zawsze są dobre. Kiedy jednak takie są, to pozostając zupełnie trywialnymi. Sprawia to, że twór ostatecznie staje się kolejnym pustym antysamobójczym plakatem, który serialowy Alex zerwałby ze szkolnej ściany. Staje się jedną z kaset edukacyjnych, poruszających ważne problemy, ale robionych przez ludzi, którym jedynie wydaje się, że rozumieją młodzież.



KomentarzeWyraźcie swoje opinie i dyskutujcie!