Z ukochaną aż po grób – na odległość i na polu bitwy. Czym były tzw. sweetheart gripy?

~ 3 minuty czytania
23 lutego 2018

Pewien legendarny cytat mówi, że wojna nigdy się nie zmienia. Trudno też się z nim nie zgodzić – przynajmniej w pewnym kontekście. Każda jednak ma swoje cechy charakterystyczne, swoje ciekawostki, które niekiedy nadają trochę ciepła i człowieczeństwa pejzażowi, w którym dominuje okrucieństwo konfliktów zbrojnych, w wyniku którego wielu niewinnych traci swoje domostwa, młodość, dorobek czy nawet życie.

Od zarania dziejów żołnierze i wojownicy pragnęli w miarę możliwości personalizować swoją broń. W języku angielskim istnieje nawet termin trench art, który można w luźnym tłumaczeniu potraktować jako sztuka okopowa (z angielskiego trench – okop, transzeja, rów na linii frontu). Obejmuje on najróżniejsze przedmioty wytworzone przez żołnierzy, jeńców, jak i cywilów podczas bitew w warunkach polowych noszących cechy artystyczne. Dzieła te odzwierciedlają nie tylko uczucia i emocje towarzyszące twórcy, ale także dostępność materiałów, jakie miał przy sobie.

Jeden z ciekawszych okazów trench artu z zasobów brytyjskiego Imperial War Museums – krucyfiks wykonany z pozostałości brytyjskich nabojów .303 cala oraz francuskich 8mm. Pochodzi z okresu I Wojny Światowej – nie jest jednak do końca pewne czy powstał podczas wojny czy krótko po jej zakończeniu (niektóre z elementów byłyby trudne do odzyskania z pola bitwy). © IWM (EPH 1915)

Popularne było rzeźbienie w nabojach, szczególnie artyleryjskich, których niezliczona ilość powstała podczas I wojny światowej. Podczas II wojny światowej natomiast dość popularne były tzw. sweetheart gripy, czyli zdobienia rękojeści pistoletu, polegającego na umieszczaniu i zabezpieczaniu w niej zdjęć bliskich osób. Oczywiście nie każdy młody żołnierz miewał osobę najdroższą i najbliższą, zatem na rękojeści często lądowały również dziewczyny z plakatów w stylistyce pin up.  Zjawisko w dzisiejszych czasach jest słabo kojarzone, niemniej przebiło się dyskretnie do popkultury chociażby razem z dramatem wojennym Furia z Bradem Pittem w roli głównej.

„Furia” to amerykańsko-chińsko-brytyjski dramat wojenny z 2014 roku w reżyserii Davida Ayera z Bradem Pittem w roli głównej. Na ekranie zobaczymy również tzw. sweetheart grip.

Od 1901 roku fotografia zaczęła być dostępna nawet dla amatorów, szybko rozwijając się i taniejąc. W 1939 już praktycznie każdy nosił przy sobie zdjęcia bliskich osób. Na powstanie zjawiska sweetheart gripów z pewnością miało też wpływ wynalezienie w okresie II wojny światowej tzw. plexiglasu, dla nas lepiej znanego jako szkło akrylowe, używanego do „oszklenia” kadłubów, otworów obserwacyjnych czy wieżyczek z działami w samolotach.

Sweetheart grip zdarzał się również na nożach.

Sweetheart grip był z reguły montowany na Coltach 1911 – jednego z najpopularniejszy pistoletów na amunicję 0.45 cala, który jest produkowany po dziś dzień. Same sweetheart gripy nie miały funkcji sentymentalnej wyłącznie, ale można wyszczególnić kilka zastosowań praktycznych – niekiedy bywały niezwykle pomocne w odnalezieniu właściciela pistolu w wypadku zagubienia lub wymieszania się z inną bronią. Zdjęcia bywały umieszczane po obu stronach rękojeści, ale zdarzyły się przypadki, że jedna ze stron zostawała przeźroczysta. Miało to umożliwić żołnierzowi podejrzenie ile nabojów mu jeszcze pozostało.

Sweetheart gripy pojawiały się nie tylko na Coltach – na powyższym zdjęciu japońskiej produkcji samopowtarzalny pistolet Nambu na naboje 8mm.

Oczywiście zjawisko nie dotyczyło tylko wspomnianego Colta – był to jednak najpopularniejszy model u amerykańskich żołnierzy, wśród których zjawisko sweetheart gripów było najbardziej zauważalne. Niestety, w natłoku ciekawostek o II wojnie światowej zjawisko, jak wcześniej wspomniałem, nie jest już tak popularne dzisiaj – a szkoda, bo odbieram je jako jedną z najbardziej interesujących i ujmujących!

Źródła zdjęć: reddit / 1911forum.com



Paweł Wojciechowski
Stworzyłem ten rozgardiasz spleciony pasją do nieco bardziej analitycznego przyglądania się rzeczywistości niż tylko "scrolluj scrolluj lajk scrolluj", aby realizować swoją pewną poboczną pasjo-misję w towarzystwie ludzi, którzy czują podobną potrzebę. A ową pasjo-misją jest nienachalne przybliżanie ludziom tego, co uznaję za ciekawe: trochę ciekawostek z historii, muzyki rockowej i kanonu klasycznego; czasem przepleść może się coś całkiem oderwanego od tej planety (dosłownie), a czasem też klasyczna, przegniła popkultura, w której ostatnio dostrzegam coraz więcej piękna.
Komentarze